Stephanie Mayer - Intruz
W poszukiwaniu nowych "doznań" wyjęłam z czeluści swoich zbiorów - Intruza. Od jakiegoś czasu się zabierałam za tę książeczkę, ale zniesmaczona sagą Zmierzch nie mogłam się zmusić. Spodziewałam się słodkiej, mdłej historyjki zakończonej szczęściem i nadzieją na lepsze jutro.
Nie zawiodłam się.
Naszą planetę zasiedlili obcy. Posiedli nasze ciała, naszą świadomość, nasze odczucia i wspomnienia. Jedyną rzeczą odróżniającą człowieka od "obcego" to świecące w sztucznym świetle latarek oczy.
Intruzi - dusze (bo tak są w książce określani) są dobrzy, uczciwi, lojalni i bardzo naiwni.
Gdzieś tam są jeszcze ludzie, którzy próbują przetrwać.
Wśród nich jest Melanie. Młoda, piękna dziewczyna, której wraz z bratem udało się uciec od wszczepienia w nich "dusz".
Niestety pewnego dnia Melanie zostaje schwytana i poddana zabiegowi. W jej ciało zostaje włożona "dusza" o wspaniałym imieniu Wagabunda.
Świadomość Melanie jest jednak na tyle silna, że Wagabunda nie może się jej pozbyć. Dla obydwu "kobiet" jest to uciążliwe i męczące.
Dla Melanie - bo nie może już panować nad swoim ciałem, dla Wagabundy - bo wciąż w głowie słyszy głos Melanie.
Zadaniem Wagabundy jest odkrycie, gdzie ukrywają się pozostali jeszcze "żyjący" ludzie. Walcząc ze wspomnieniami Melanie zaczyna ją rozumieć, zaczyna ją nawet lubić. Wspomnienia pełne uczuć biją w nią ze zdwojoną siłą i sprawiają, że w jej głowie budzą się wątpliwości co do powierzonego jej zadania.
Namówiona przez Melanie wyrusza na poszukiwanie jej brata i ukochanego.
Wyprawa ta kosztuje ją bardzo wiele, ale dzięki niej poznaje ludzie uczucia, siłę jaka drzemie w człowieku, miłość, nienawiść i tolerancję.
A co na temat książki piszą inni:

Książka jest lekka, w miarę ciekawie napisana, można znaleźć w niej oczywiście momenty słabsze i bardziej nudne.
Jak dla mnie jest niestety zbyt "słodka" i przewidywalna. Nie musiałam czytać jej uważnie, żeby wiedzieć co się wydarzy.
Brakowało mi napięcia, emocji i niespodziewanych zwrotów akcji.
Niby obcy, ale dlaczego tacy mili i uprzejmi? Być może za bardzo lubię "historie z dreszczykiem", żeby móc zachwycić się tą książką.
No i zakończenie - i żyli długo i szczęśliwie.
Pozdrawiam cieplutko.